środa, 18 marca 2015

Nasza kuchnia

Nasza kuchnia od początku roku przeszła TOTALNĄ metamorfozę. Tak jak Franka dosięgnęły nietypowe potrawy, tak i rodziców dotknęło czyszczenie szuflad z produktów "skażonych".

Łatwiej oczywiście pisać to nie związanemu z przygotowaniami tacie konsumentowi, jednak wprowadzenie zmiany w podejściu do produktów spożywczych nie jest tak trudne jakby to się wydawało na samym początku. Kwestia zamiany "skażonych" produktów ich odpowiednikami lub kombinacją odpowiedników. Oczywiście najlepiej byłoby odpowiednio zbilansować taki jadłospis, ten etap jednak nadal przed nami (dobrze rokująca pani dietetyk rozpoczęła od zlecenia szeregu badań nie zaś od zmian w jadłospisie).
Tak więc po krótce kilka prawd*:
- zmiana mąki pszennej, żytniej, Szymanowskiej, Wrocławskiej, Warszawskiej czy Łowickiej na mąkę kukurydzianą, amarantusową, gryczaną
- wszystko co ma siarczany, benzoesany oraz różne "niany" przeznaczone jest do długotrwałego przechowywania w razie "W" (czytaj: "w razie wojny"). Innymi słowy można zakopać w ziemi i po odkopaniu przez kolejne pokolenia naszych dzieci nadal będzie się nadawać do spożycia (o ile do tej pory życie na planecie nie zaginie)
- do smażenia:
   - olej kokosowy rafinowany (wybitny w każdym calu!) - wygląda jak smalec, bezwonny (rafinowany), znakomicie izoluje potrawę smażąc ale nie przywierając, baaaardzo wydajny bo na patelnię wystarczy pół łyżeczki,
   - olej konopny,
   - olej rzepakowy,
   - olej z pestek winogron,
- mleko konopne (Franio się nim upija przed snem) lub kokosowe (nigdy gotowe - własnego wyrobu),
- do słodzenia: Ksylitol lub cukier trzcinowy ale w rozsądnych dawkach lub miodek rzepakowy (najmniej uczulający)
- do kotleta mięsnego - zawsze enzym (Bromelaina)
- do innych potraw obiadowych - zawsze probiotyk (Advanced 40+ Acidophilus)

Co z tego można wyczarować dodając szczyptę jadu ropuchy i pazur nietoperza?
Lody fistaszkowe (upierdliwe bo wymagają mieszania co godzinę przed zastygnięciem, ale pięknie się odwdzięczają), muffiny (babeczki) bananowe, muffiny fasolowe (pyszne choć toksyczne dla otoczenia jak się okazało), kotlety brokułowe, zupę dyniową (Och! Dynio kształtna dynio! Dlaczego ja Cię wcześniej nie znałem?), 


... cd ... w przygotowaniu ...

*tu powinny się wypowiadać mama i ciocia (czyli dwie czarowniczki nieustannie gotujące swe wywary w kotłach)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz skomentować? Komentuj! Jednak strzeż się własnej głupoty i próżności.