sobota, 31 stycznia 2015

Czego Franio NIE lubi(ł)?

Jak każdy młody buntownik - Franio nie lubi sprzeciwu rodziców np. wobec usilnej potrzeby wyciągania roweru przy każdej nadarzającej się okazji kiedy jesteśmy w garażu.

Ta awersja do sprzeciwu wiąże się czasem z "Nie wolno Franio!". Biada temu kto takie słowa wypowie w obecności Franka, jeśli ten uzna, że jednak czynność którą chce wykonać jest dozwolona. Działa jak płachta na byka, przy czym byczek zamiast buchać parą z pyska, wykonuje powolny gest zbliżającej się do uszczypnięcia ręki z grymasem na twarzy i zaciśniętymi wyeksponowanymi zębami. Takie zachowanie oczywiście jest karcone poprzez uszczypnięcie byczka aby pokazać że ... "Tak też nie wolno" - z różnym skutkiem, bo zwykle jeszcze jakieś próby uszczypnięcia są prowadzone.
Franio nie lubi zdecydowanie gdy ktoś na jego pisk oznaczający sprzeciw sytuacji odpowiada również piskiem - "Ne ne ne!". O tym, że nie wolno stwarzać konkurencji i głośny pisk jest nieprzyjemnym bodźcem dowiedzieliśmy się przy okazji wizyty 5-letniej sąsiadki, która taką metodę uciszania głośnych "protestantów" nam objawiła. Cudna para :) "Franio, chodź się ze mną wykąpiesz, no chodź, proszę, proszę, proszę!" ... skończyło się jednak "Ne ne ne!". Franek nie jest chyba jeszcze gotowy powtórzyć (taka sytuacja miała miejsce gdy był malutki) tej czynności - to zbyt poważny krok i ma tego świadomość.

Po ostatnich doznaniach medycznych:
- interwencja laryngologiczna = niezbędna dwuosobowa asysta,
- pobranie krwi do badania ImuPro100 (alergia pokarmowa IgE - zależna) = niezbędna trzyosobowa asysta,
Białe fartuchy nie cieszą się ani szacunkiem ani powodzeniem!
Ciekawe jakby zareagował gdybyśmy pojechali do piekarni niedaleko Kinowej na Pradze gdzie 24h/dobę można kupić gorrrący chlebek, a drzwi zaplecza zawsze ktoś w białym kitlu otworzy?
To nie jest jednak tak, że Franek nie lubi lekarzy. Chyba lubi, a właściwiej: akceptuje, jednak jeśli kitla się pozbędą. Ostatnim przykładem niech będzie wizyta domowa lekarza, gdzie książe został OBUDZONY przez Panią doktor, ZBADANY stetoskopem i dwukrotnie POKAZAŁ GARDŁO z użyciem drewnianego patyczka. Po tym wszystkim przyniósł Pani doktor Petsy (takie plastikowe zwierzaczki z przerośniętymi głowami) w ten sposób wymieniając je na stetoskop którym zbadał cycy taty (oj korciło żeby ukręcić suta, ale się powstrzymał), a następnie dywan i klocki Duplo.

Franio nie lubi też, kiedy pochłonięty zabawą miałby ją przerwać (to jeszcze nie jest tragedia) nie otrzymując informacji o możliwej alternatywnej formie rozrywki (to już przesada! - uważa Franio). Tu pojawia się grymas, 'ne ne ne', płacz, krzyk, pisk, czerwona twarz, łzy jak grochy, kręcenie głową, wyginanie się w rękach oprawcy (taty lub mamy). Kolejność zachowań można przestawiać. Cóż się dziwić? Zabawa to przywilej dziecka z którego trudno zrezygnować. Szczęśliwie jednak dotyczy to wyłącznie tych momentów kiedy dziecko się jeszcze nie "wybawiło". Ostatnie wystąpienie miało miejsce podczas wizyty w jednym z przedszkoli (ocena adaptacji w grupie), gdzie na sygnał dzieci miały zakończyć zabawę chowając zabawki i przejść do kolejnych ćwiczeń. Uwierzcie mi, że nawet najwięksi ignoranci z 8 osobowej grupy przedszkolaków zwrócili uwagę na osobę Franka, choć mieli baaardzo dużo powodów do tego aby je zignorować (grupa słabiej funkcjonująca). Osobiście Frankowi się nie dziwię, bo w bloku 45min przeznaczonym na "zabawy dowolne" zmiana zabawek po 15min nie jest zbyt uczciwa. Ile torów można w 15min rozłożyć i ile pociągów zdobyć czując oddech konkurencji (nierzadko gotowej do agresywnej aneksji mienia).

Franio nie lubi jabłek ... innych niż te które lubi. Choć na odmianach jeszcze się nie zna to zawsze przed konsumpcją właściwą, jabłuszko należy polizać aby sprawdzić gatunek (Ligol, Jonagold - twarde i soczyste - oto prawdziwe jabłko). Z punktu widzenia zdrowia małego alergika, najmniejszą ilością fenoli (tu niezbyt porządanych) cieszy się odmiana Red Delicious (dostępna niekiedy w marketach Biedronki).

Franio nie lubi jak w "płynnej" zupie trafi się cząstka stała (np w postaci kawałka warzywka). Kluseczki w zupie to jednak co innego i są akceptowalne. Przy wykryciu intruza całość idzie do analizy na pulchatą łapkę, a z niej do talerza. Trudniejszą w akceptacji formą dla osób o słabych nerwach jest parsknięcie taką oszukańczą potrawą w akcie sprzeciwu przed jawnym oszustwem.

Babka płesznik. Coś strasznego! Udało się ze smakiem tylko pierwszą łyżeczkę (z westchnięciem "aaaach" - w domyśle: "jakie dobre":). Druga łyżeczka rozmoczonych bezsmakowych lepistych ziarenek, zostala przyjeta kolejnego dnia przez zaskoczenie, lecz w kolejnych już dniach próby kończyły się fiaskiem i mnóstwem ziarenek wyplutych na wszystko dookoła z nieukrywanym grymasem na twarzy i płaczem. Ostatnia próba miała miejsce w wannie. Woda wyglądała jak po inwazji czarnych pcheł.

Ostatnio nie lubi się kąpać w następstwie czego jest czas na sen (trudno to stworzonko zmęczyć jak baterie ładuje w 10min drzemki). Perswazja siłowa, lub spryt mamy są jednak w stanie w obu przypadkach zaradzić.

Pozycja na plecach - jest niedozwolona, nieakceptowalna, stresująca i w żadnym wypadku niedopuszczalna. Jeśli wziąć Franka na ręce jak małą dzidzię w pozycji na plecach wytrzyma do ok 2sek, po czym nastąpi seria wężowych wykrętasów zwykle napawająca osobę trzymającą strachem, że zaraz dziecko wypadnie z rąk.

Przykrywanie podczas snu ... śpi czujnie jak kura, więc każde przykrycie choćby najdelikatniejszym i najlżejszym kocykiem spotyka się z natychmiastową interwencją śpiących kończyn. Tu jednak po wprowadzeniu diety i zminimalizowaniu fenoli opór coraz częściej jest zastępowany ... akceptacją!

Bywa, że Franio w słabszy dzień nie lubi jak się go prosi aby wyrzucił nazbierane z żywopłotu kulki (owoce tego krzewu). Czasem rozstanie z tym drobnym obiektem pożądania przebiega w łagodnej formie, czasem jednak nie jest łatwo zrozumieć tą narzuconą niesprawiedliwość - bo jaki miałby być powód aby nie zanieść tych kulek do domu i nie wozić ich autami? Innym razem po "Franiu, ale nie zbieramy kulek. Trzeba je wyrzucić!" otrzymujemy jasny komunikat głową na "tak" (taka nieformalna zgoda), po czym kulki są wyrzucane na ziemię i po chwili następuje konsternacja, sprawdzenie zawartości rączek i płacz z niedowierzaniem "co ja najlepszego zrobiłem? Gdzie są moje kulki?" i paniczne poszukiwanie ich w trawie, w którą zostały rzucone. Ostatnio był śnieg, więc łatwo było je zauważyć by ponownie pielęgnować w dłoni. Trudność polegała jednak na tym, żeby chwycić kulkę (mniejszą od groszku) w pięciopalczastej rękawiczce, która nie dość, że się ściągnęła jak skarpeta i po dwa palce w jednym paluchu chowała przed mrozem, to jeszcze przyklejał się do niej ten mokry i zimny śnieg. Wszystkie te czynniki przy każdej próbie podniesienia owocu ze śniegu wywoływały jęk niezadowolenia ('uuu').

Dużo tego nie ma, ale od tych aktów zdenerwowania przeszliśmy już do rytuałów, a to już materiał na osobny post.

piątek, 30 stycznia 2015

Wpadki / wypadki, co nas próbuje skruszyć

Wynajmowane mieszkanie na Pradze. Godzina ... spania. Mrok pokoju rozświetla tylko światło nocnej lampki. Śpi młody (na brzuchu taty), śpi i czuwający nad nim "strażnik".
"<łubudu>"
"- Gdzie Franek?" (wpada wystraszona kobieta z kuchni)
"- Śpi"
"- Jak śpi? Gdzie Franek pytam? Gdzie dziecko zgubiłeś?"
"- ... nooo spał tu jeszcze przed chwilą ..."
" ..."
"- Żeby dziecko za kanapę wpadło ... co za nieodpowiedzialny człowiek"

Za kanapę, pod kanapą ... było nieco tych niefortunnych upadków. Głównie spowodowane migracją śpiącego rycerza podczas snu.

Zęby mleczaki! Rozśmieszą bez powodu i rozmiękczą do łez. Te dają nam w kość od 4-go miesiąca (i nie chodzi tu o kwiecień).

Pierwszy kurczak. Tak łapczywie jedzony, że niestrawiony wraz z inną zawartością pokarmową, przerywając sen sieje zniszczenie na 3 kompletach pościeli. Do rana śpimy pod kocami. Konwulsje rodem z "Egzorcysty" bezceremonialnie obchodzą się z kilkunastokilogramowym ciałem małego roczniaka. Siła trzewi wręcz miota Frankiem.

Metrowej wysokości podest na placu zabaw. Obrót w pozycji siedzącej i ... zabrakło 30cm podłoża aby zmieścił się drugi pośladek i pulchata łapka (a 'ma ma' ostrzegała!). Upadek na plecy. Dość mocny, choć zamortyzowany przez nogę, która ugrzęzła w siatce z liny. Ten plac zabaw - spalony!

Gumka w nosie (już było).

Lądowanie w "Sekwanie" (między gondolą a lądem), ale "na sucho" - zmoczył i obił się tylko 'ta ta' zanurzając do piersi w wodzie. Syn suchy choć wystraszony.

Spotkanie ze ścianą w hali przylotów (ojciec się zmieścił w drzwi, dziecko przenoszone "na takim baranie" już nie, bo framuga drzwi była obniżona nieproporcjonalnie do wysokości pomieszczenia). Barani pochód za tłumem.

70cm długości "zimne ognie". Dużo radości na balkonie przed snem, przynajmniej, dopóki pulchata prawa łapka nie chwyta ponad lewą ręką trzymającą 'dzz dzz' w bezpiecznej odległości zaciskając się na pręcie. Niestety trafia zbyt wysoko - na fragment dopiero co wygaszonego 'zimnego' ognia. Altacet, Alantan, trzy poprzeczne pręgi przez dłoń. Łapka (dłoń) ma 'ku ku' i wymownie bezużyteczna, nie bierze udziału w żadnych zabawach aż do następnego wieczora.

Glu10 (czyt. gluten) - coś co zawsze było w pszenicy i zbożach, jednak nigdy tak toksyczne jak obecnie.

Laktoza (czyt. mleko) \ kazeina (czyt. białko mleka) - coś co od wieków stanowiło podstawę budowy dobrych kości u dzieci. W ostatnim czasie jak wiele - również o wyewoluowanym składzie.

Glukoza/Fruktoza/Cukier - o ile to cukier złożony to dobra pożywka ale dla "Candida albicans". Każdy to ma, nie każdy wie. Jeśli cukier prosty - znacznie już lepiej.

Fenole - odpowiedzialne za nadaktywność, czerwone uszy, głupawki, wybudzanie w nocy, pocenie nocne. Rozwiązanie: Dieta Feingolda.

czwartek, 29 stycznia 2015

Co lubi Franio?

Tu krótko ... się nie da :)
Jak jeszcze Franuś był mały srajtuś (do roku i 8 miesięcy), uwielbiał huśtawkę, czy to na placu zabaw czy w domu. Aktualnie odeszła na dalszy plan, choć ostatnio nas zaskoczył potrzebą pobujania się ... około północy przed samym zaśnięciem. Oczywiście była z tego tytułu awantura. Jak się okazało najprawdopodobniej wywołana tym, że huśtawka bez pozwolenia została zdjęta!
Ostatnio huśtawka wróciła więc do łask i kilkukrotnie już (jak niegdyś) utuliła do snu w środku dnia (aktualnie około 16:00).
W sezonie wiosna-lato-jesień uwielbia rower. Najlepiej jak jadą dwa: taty z Franiem w przednim foteliku i mamy (z koszykiem na przodzie). Nawet zimą, jak tylko jest w garażu przy schowku (piwniczce), dziuga paldonem aby wyciągać rower .
Podróże komunikacją miejską - pociąg, autobus. Coś wspaniałego. Można wlepiać się w szybę autobusu a tam, przemykają obrazy jak na filmie. W pociągu natomiast zwykle można pobiegać i pozaczepiać pasażerów. Niech no tylko któryś wyciągnie kanapkę, lub zacznie buszować w torbie! Takich okazji się nie odpuszcza! I te zaklęte drzwi które się otwierają przy niemal każdej okazji na stacji. Jak tylko się uchylą, można wyjrzeć i zaczerpnąć łyk powietrza.
Podróże samochodem. Gdy tylko tata wsiada do auta, Franek też chciałby podróżować (czasem najchętniej bez fotelika). Można więc wnioskować że lubi naszą StrucelFieścinkę.
Uwielbia wielkie drzwi przesuwne w LeroyMerlin i nie przeszkadza mu jak otwierając się wciągają mu pulchatą łapkę, która dotyka szyby w ten sposób pomagając drzwiom się otworzyć.
Frytki z McDonalds. Teraz już nam nie wolno, 'ne ne ne'. Glu10 (czyt.: gluten) i wielokrotnie przetworzone ziemniakopochodne "coś" (choć smakuje naprawdę przyzwoicie i fajnie parzy w łapki).
Lody śmietankowe od Grycana. Też już nam nie wolno - laktoza.
Muffinki Cioci Kasi z mąki gryczanej i innych "czystych" składników.
Ko! Znaczy również Kotlet! czyli tzw Boguberki - kotlety babci Bogusi, kotlety mamy i cioci (indyk z cebulką na oleju kokosowym),
Do niedawna - ciastka Belvita. Pszenne znaczy zatrute, więc nie możemy.
Banany - tylko te ciemne - bo zdrowe dla brzuszka.
Jabłka - już w ograniczonej ilości (max 0.5 dziennie, do niedawna 2-3 dziennie). Zawierają fenole, a te jeśli niestrawione, powodują że czupryna mokra ... poduszka mokra ... piżamka mokra - takie spanie w sadzawce.
Sklepy z zabawkami: Smyk, Toys'R'Us i inne.
Pojazdy z serii HotWheels, pociągi z bajki Tomek i Przyjaciele, klocki Duplo.
Ruchome pojazdy w centrach handlowych (początkowo bardziej jako przedmiot fascynacji technologią, pneumatyką, elektroniką, aktualnie już jako odważny i coraz bardziej świadomy pasażer). Do niedawna pewne było że wrzucona do maszyny dwuzłotówka na mur-beton Franka z pojazdu wykurzy. Aktualnie po wyjeździe zagranicznym i ujarzmianiu polskich (!) maszyn ze strefy rozrywki, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że wrzucona przez Franka moneta zostanie w pełni wykorzystana.
Ciastolina, wyciskarka, foremki, nożyki, ...
Naklejki i obklejanie wszystkiego na potęgę (w zasadzie to bardziej niż obklejanie interesuje go odklejanie samych naklejek, z taką odklejoną coś jednak trzeba zrobić więc się ją przykleja żeby uwolnić od niej rękę - nietypowe podejście).
Kredki i malowanie.
Drobne owoce (kulki wielkości owocu porzeczki) z żywopłotu. Przedmiot niczym niepohamowanej, botanicznej fascynacji Frania.
Gumki 'looms'. Małe gumeczki do tworzenia kolorowych bransoletek. Tzw. 'ku ku' z uwagi na niezbędną interwencję laryngologiczną na oddziale SOR po eksperymencie "zielona gumka hop do noska". Jakież było nasze zdziwienie i rozczarowanie gdy laryngolog po miejscowym znieczuleniu wyciągnął szydełkiem, już chyba gdzieś spod oka albo gardła (na głębokości około 7cm!), gumkę koloru fioletowego!.
Teraz wspominamy to zdarzenie nieco z uśmiechem, jednak wówczas, ta magiczna sztuczka ze zmianą koloru generowała przerażającą myśl "co jeszcze i w jakiej ilości możemy znaleźć w tym małym nosku?". Do tej pory żadne powikłania nie wystąpiły, więc tajemnicza podmiana musiała się odbyć jeszcze przed załadowaniem kulki do armatki.
Śrubki, nakrętki, podkładki, generalnie wszystko "świecące", metalowe i drobne - uwielbia jak sroka. Gdy tylko tata skręca jakąś szafkę, a Franio usłyszy brzęk wysypywanej do plastikowego pudełka po serku drobnicy, natychmiast zabiera ją na przejażdżkę autami (wtykając do kabiny jako pasażerów), lub skrzętnie "odlicza" układając w bliżej nieokreślone wzory, lub nieregularną armię.
Dział oświetlenia w Castoramie lub LeroyMerlin - ma tam swoje ulubione lampki i można zaczerpnąć zawsze wody z dystrybutora bo jest na właściwej wysokości.
Franiowa poduszka. Jest tylko jedna taka - puchata IKEA w kraciastej poszewce. Bardzo funkcjonalny przedmiot. Można w nią tłuc łapką a ta, i tak bezlitośnie się odkształci. Można jej przyszczypywać rogi przed snem wykrzykując 'Iiiii je!', a ta nic nie zareaguje. Można ją próbować poskromić oplatając między nogami. Można też ... zapomnieć o niej, jeśli zasypiamy poza domem.
Drzemka w aucie. Kiedy inni oddają się przyjemności kierowania pojazdami mechanicznymi, Franio oddaje się w objęcia Morfeusza (szczególnie na krótkich odcinkach, kiedy musimy się szybko przemieścić). Sygnałem na to, że Franio dotarł "na drugą stronę" jest upadający samochód (dotychczas ściskany w łapce), lub nieudolna próba siłowej perswazji "Franio, nie zasypiaj!" z towarzyszącym potrząsaniem całym fotelikiem, dowolną kończyną czy częścią ciała. Nie ma takiej siły, która by otworzyła zamknięte w takich warunkach oko! Co najbardziej niezwykłe jednak - takie 10min potrafi CAŁKOWICIE naładować akumulatory i wskrzesić do dalszej zabawy najbardziej padnięte dziecko.

wtorek, 27 stycznia 2015

Frankowa podróż / słownik

Frankowa podróż przez życie zaczęła się niezbyt dawno bo w 2012 roku, jednak miał już okazję zasmakować nieco tego świata i schematów przez niego narzuconych. Choć to dopiero początek drogi w jaką przyszło nam WSPÓLNIE i ODPOWIEDZIALNIE wyruszyć, historię tą, i w pierdyliard stron trudno byłoby zamknąć. Pierdyliard to znaczna liczba więc i wyzwanie, a wyzwania lubimy, oj lubimy, stąd pokusa przedstawienia studium naszego przypadku.

"- Słyszałam, że Wasz Franio nie mówi!"
"- Tak, to prawda, jeszcze nie mówi"
"- A ile on ma już?"
"- Ponad 2.5 roku i tak ... jeszcze nie mówi. Ale zaraz ... jak to 'słyszałaś'? Przecież nie mówi!"

Prawda jest taka, że Franio nie mówi ... zbyt wiele, w zasadzie mówi ... mało, w zasadzie ... nie zapytany - nic nie mówi. Tak to dziwne, jednak to prawda - o ile 'mówimy' o mowie spontanicznej. Nie jest jednak tak, że nie potrafi mówić wcale. Na swój sposób potrafi. W dobrym nastroju (choć głównie w pojedynkę) wokalizuje sobie, ubarwiając tym samym zabawę. Potrafi powiedzieć jak robi:
  konik (kiedyś 'icha', teraz ewoluował do odgłosu kopyt na bruku 'kl kl'),
  krowa ('mmm') - wiem, skromnie,
  małpka ('u u'),
  lew/tygrys co mu dupę wygryzł ('aurrr')
  krokodyl/dinozaur ('arr' lub 'grr' zupełnie jak George z PeppaPig),
  piesek (piesek nie robi 'hał hał' tylko 'he he he' bo pewnie się zdyszał a jęzorem przecież oddycha),
  kotek (kotek za to robi piskliwe 'mił' jak prawdziwy mały kotek),
  kurka ('ku/ko'),
  wąż ('sss') - to proste :)
  traktor ('tyr tyr tyr'),
  auto ('brm brm'),
  ciuchcia ('csii csii'),
  telefon/dzwonek ('dzn dzn'),
  tablet ('tan-ta', 'tran-ta') - od lutego 2015
  tutitu ('tutti' lub 'tutt ti tu') - od lutego 2015 - to tytuł animowanej bajki edukacyjnej dla dzieci
  płatki kukurydziane ('klam klam') od początku marca 2015

Bezbłędnie również jest w stanie potwierdzić ('ta') lub zaprzeczyć ('ne ne ne') wymownie kręcąc głową, aż złota czupryna tworzy coś na kształt parasola.
Umiejętnościami w zakresie komunikacji potrzeb również możemy się pochwalić:
  (chcę) to! - ze wskazaniem na przedmiot ('zdzis' - to chyba z angielskiego 'this'),
  pić! - ('css')
  i bardzo podobne (bo i pokrewne dla tej potrzeby) - siku/kupa ('sss')

Franio nie wie jednak jak robi żyrafa i lis (ale wielu dorosłych również nie wie). Za to pięknie poproszony mówi 'ma ma', 'ta ta' (choć słabiej już bo jednak mama stanowi filar), 'ba ba' choć przy tym ostatnim wymaga to skupienia na twarzy rozmówcy co jest trudnym osiągnięciem.
Odgłos niezadowolenia jeśli coś się wydarzy nie po Franiowej myśli (w bajce ktoś komuś przyleje, komuś coś upadnie, rozłączą się tory, przewróci wieża z klocków, ...) - zawsze w takich sytuacjach pojawi się wymowne gardłowe 'uuu'. To piękny i bardzo specyficzny dźwięk - spróbuj powiedzieć 'u' i 'r' jednocześnie.
Taki to jest właśnie słownik Frania (być może doczeka się osobnego posta bo słownik cały czas nam się poszerza).

Ale co najpiękniejsze, na pytanie "Franio kochasz mamę (tatę)?" Franio odpowiada wymownie 'KO!'

"My też Ciebie Ko!"

Co ciekawe ... "Ko", to też KOtlet oraz mleKO, ale wymowność odpowiedzi na powyższe pytanie zdecydowanie wyróżnia miłość od "schaboszczaka" na mące kukurydzianej.

2016-2017 (wiek 4-5lat)
   łoziłem łafelka
   nie jest źle tak
...
koniec 2017 (wiek 5 lat)
   apiklacja - aplikacja
   na chile wrócam
   ne było ne łatwiej
   akbadakabla
   jest chora łapka jemu
   nieleń
   kery było wysmakowane