czwartek, 29 stycznia 2015

Co lubi Franio?

Tu krótko ... się nie da :)
Jak jeszcze Franuś był mały srajtuś (do roku i 8 miesięcy), uwielbiał huśtawkę, czy to na placu zabaw czy w domu. Aktualnie odeszła na dalszy plan, choć ostatnio nas zaskoczył potrzebą pobujania się ... około północy przed samym zaśnięciem. Oczywiście była z tego tytułu awantura. Jak się okazało najprawdopodobniej wywołana tym, że huśtawka bez pozwolenia została zdjęta!
Ostatnio huśtawka wróciła więc do łask i kilkukrotnie już (jak niegdyś) utuliła do snu w środku dnia (aktualnie około 16:00).
W sezonie wiosna-lato-jesień uwielbia rower. Najlepiej jak jadą dwa: taty z Franiem w przednim foteliku i mamy (z koszykiem na przodzie). Nawet zimą, jak tylko jest w garażu przy schowku (piwniczce), dziuga paldonem aby wyciągać rower .
Podróże komunikacją miejską - pociąg, autobus. Coś wspaniałego. Można wlepiać się w szybę autobusu a tam, przemykają obrazy jak na filmie. W pociągu natomiast zwykle można pobiegać i pozaczepiać pasażerów. Niech no tylko któryś wyciągnie kanapkę, lub zacznie buszować w torbie! Takich okazji się nie odpuszcza! I te zaklęte drzwi które się otwierają przy niemal każdej okazji na stacji. Jak tylko się uchylą, można wyjrzeć i zaczerpnąć łyk powietrza.
Podróże samochodem. Gdy tylko tata wsiada do auta, Franek też chciałby podróżować (czasem najchętniej bez fotelika). Można więc wnioskować że lubi naszą StrucelFieścinkę.
Uwielbia wielkie drzwi przesuwne w LeroyMerlin i nie przeszkadza mu jak otwierając się wciągają mu pulchatą łapkę, która dotyka szyby w ten sposób pomagając drzwiom się otworzyć.
Frytki z McDonalds. Teraz już nam nie wolno, 'ne ne ne'. Glu10 (czyt.: gluten) i wielokrotnie przetworzone ziemniakopochodne "coś" (choć smakuje naprawdę przyzwoicie i fajnie parzy w łapki).
Lody śmietankowe od Grycana. Też już nam nie wolno - laktoza.
Muffinki Cioci Kasi z mąki gryczanej i innych "czystych" składników.
Ko! Znaczy również Kotlet! czyli tzw Boguberki - kotlety babci Bogusi, kotlety mamy i cioci (indyk z cebulką na oleju kokosowym),
Do niedawna - ciastka Belvita. Pszenne znaczy zatrute, więc nie możemy.
Banany - tylko te ciemne - bo zdrowe dla brzuszka.
Jabłka - już w ograniczonej ilości (max 0.5 dziennie, do niedawna 2-3 dziennie). Zawierają fenole, a te jeśli niestrawione, powodują że czupryna mokra ... poduszka mokra ... piżamka mokra - takie spanie w sadzawce.
Sklepy z zabawkami: Smyk, Toys'R'Us i inne.
Pojazdy z serii HotWheels, pociągi z bajki Tomek i Przyjaciele, klocki Duplo.
Ruchome pojazdy w centrach handlowych (początkowo bardziej jako przedmiot fascynacji technologią, pneumatyką, elektroniką, aktualnie już jako odważny i coraz bardziej świadomy pasażer). Do niedawna pewne było że wrzucona do maszyny dwuzłotówka na mur-beton Franka z pojazdu wykurzy. Aktualnie po wyjeździe zagranicznym i ujarzmianiu polskich (!) maszyn ze strefy rozrywki, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że wrzucona przez Franka moneta zostanie w pełni wykorzystana.
Ciastolina, wyciskarka, foremki, nożyki, ...
Naklejki i obklejanie wszystkiego na potęgę (w zasadzie to bardziej niż obklejanie interesuje go odklejanie samych naklejek, z taką odklejoną coś jednak trzeba zrobić więc się ją przykleja żeby uwolnić od niej rękę - nietypowe podejście).
Kredki i malowanie.
Drobne owoce (kulki wielkości owocu porzeczki) z żywopłotu. Przedmiot niczym niepohamowanej, botanicznej fascynacji Frania.
Gumki 'looms'. Małe gumeczki do tworzenia kolorowych bransoletek. Tzw. 'ku ku' z uwagi na niezbędną interwencję laryngologiczną na oddziale SOR po eksperymencie "zielona gumka hop do noska". Jakież było nasze zdziwienie i rozczarowanie gdy laryngolog po miejscowym znieczuleniu wyciągnął szydełkiem, już chyba gdzieś spod oka albo gardła (na głębokości około 7cm!), gumkę koloru fioletowego!.
Teraz wspominamy to zdarzenie nieco z uśmiechem, jednak wówczas, ta magiczna sztuczka ze zmianą koloru generowała przerażającą myśl "co jeszcze i w jakiej ilości możemy znaleźć w tym małym nosku?". Do tej pory żadne powikłania nie wystąpiły, więc tajemnicza podmiana musiała się odbyć jeszcze przed załadowaniem kulki do armatki.
Śrubki, nakrętki, podkładki, generalnie wszystko "świecące", metalowe i drobne - uwielbia jak sroka. Gdy tylko tata skręca jakąś szafkę, a Franio usłyszy brzęk wysypywanej do plastikowego pudełka po serku drobnicy, natychmiast zabiera ją na przejażdżkę autami (wtykając do kabiny jako pasażerów), lub skrzętnie "odlicza" układając w bliżej nieokreślone wzory, lub nieregularną armię.
Dział oświetlenia w Castoramie lub LeroyMerlin - ma tam swoje ulubione lampki i można zaczerpnąć zawsze wody z dystrybutora bo jest na właściwej wysokości.
Franiowa poduszka. Jest tylko jedna taka - puchata IKEA w kraciastej poszewce. Bardzo funkcjonalny przedmiot. Można w nią tłuc łapką a ta, i tak bezlitośnie się odkształci. Można jej przyszczypywać rogi przed snem wykrzykując 'Iiiii je!', a ta nic nie zareaguje. Można ją próbować poskromić oplatając między nogami. Można też ... zapomnieć o niej, jeśli zasypiamy poza domem.
Drzemka w aucie. Kiedy inni oddają się przyjemności kierowania pojazdami mechanicznymi, Franio oddaje się w objęcia Morfeusza (szczególnie na krótkich odcinkach, kiedy musimy się szybko przemieścić). Sygnałem na to, że Franio dotarł "na drugą stronę" jest upadający samochód (dotychczas ściskany w łapce), lub nieudolna próba siłowej perswazji "Franio, nie zasypiaj!" z towarzyszącym potrząsaniem całym fotelikiem, dowolną kończyną czy częścią ciała. Nie ma takiej siły, która by otworzyła zamknięte w takich warunkach oko! Co najbardziej niezwykłe jednak - takie 10min potrafi CAŁKOWICIE naładować akumulatory i wskrzesić do dalszej zabawy najbardziej padnięte dziecko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz skomentować? Komentuj! Jednak strzeż się własnej głupoty i próżności.